niedziela, 11 grudnia 2011

Byłam tam

Byłam w miejscu gdzie może jest turkusowe.
Byłam w miejscu gdzie herbata jest droższa niż wino.
Byłam w miejscu gdzie kościoły są wciśnięte w luki pomiędzy kamienicami.
Byłam w miejscu gdzie nawet risotto potrafi się uśmiechać.
Byłam w miejscu gdzie można wejść do środka bombki.
Byłam w miejscu gdzie można kupić bezę wielkości głowy.


Gdzie byłam? … w Nicei!


Więcej...

niedziela, 20 listopada 2011

Wspólne bycie

Być dla kogoś całym światem to wielki zaszczyt a zarazem wielka odpowiedzialność. Wspólne bycie kojarzone ze scenami z romantycznych komedii jest szałem uniesień i krainą wiecznej szczęśliwości. W rzeczywistości to ciężka codzienna praca nad budowaniem bezpiecznego otoczenia, pełnego wzajemnego zrozumienia, radości i nowych możliwości. Żmudne układanie cegieł, które na początku nie przypomina nic, żeby na koniec stać się solidną budowlą, która przetrwa niejedną burzę i da schronienie pokoleniom.
Bycie dla kogoś całym światem wymaga poświęceń, ale nie polega na całkowitym poświęceniu siebie na rzecz drugiej osoby. To sztuka synchronizacji, która prowadzi do synergii - do uwolnienia pokładów niesamowitej energii. Szczęście to jedyna rzecz, która się mnoży, jeśli się ją dzieli. (Albert Schweitzer)

Być ulotnym cieniem, który tak potrzebny w letnie upalne dni, przestaje się liczyć w pozostałe pory roku, to wielki smutek. Powierzchowność relacji wzbudza tęsknotę za głębokim uczuciem i popycha do zarzucania coraz większych sieci na ludzkim oceanie. Wyrzucamy tony drobnych szprotek marząc o czymś większym, ale wypuszczamy z przerażeniem sieci z rąk, gdy zapląta się w nią wieloryb. Do dalszego połowu zniechęcają nas też drapieżne rekiny rozrywające sieci na strzępy.

Bycie cieniem jest wygodne, dopóki jest wystarczające. Cień znika gdy światło gaśnie i nie pozostaje po nim nic.
Żadna z tych dróg nie jest łatwa, lekka i przyjemna, ale czy mamy jeszcze jakiś inny wybór?




Więcej...

wtorek, 1 listopada 2011

W taki dzień

W taki dzień jak dziś małe miasteczko ożywa. Na ulicach panuje wzmożony ruch, bo pojawiają się luksusowe limuzyny i suvy. Parkingi pod blokami pękają w szwach. W sklepach robią się kolejki, a sprzedawcy zacierają ręce z nadzieją na dobry utarg.

Miasteczko tętni kolorami perłowych lakierów nowych samochodów i strojów modnie ubranych  kobiet. Słychać gwar rozmów dorosłych i śmiech dzieci.

Ale taki dzień jak dziś zdarza się tylko kilka razy w roku. Jutro znów ulice opustoszeją. Co jakiś czas przejedzie tylko zakurzony nastoletni volkswagen. A na chodnikach będą się mijać wciąż te same, tylko coraz starsze twarze. Ale najczęściej odwiedzanym miejscem nadal będzie cmentarz.


Więcej...

poniedziałek, 31 października 2011

Nie komedia a dramat

Zaplanowaliśmy ze znajomymi szalony sobotni wieczór. – A może zaczniemy od jakiejś komedii? No i tak wybraliśmy się na film Baby są jakieś inne Marka Koterskiego. Jednak zamiast lekkiej komedii obejrzeliśmy dramat psychologiczny.

Oprócz kilku śmiesznych gagów wysłuchaliśmy całej gorzkiej litanii skarg i zażaleń płci męskiej, które już wcale nie były śmieszne, a co gorsza i nie bezpodstawne. Może warto zastanowić się chociażby nad tym, że kobiety zawłaszczają sobie dzieci na  wyłączność. Kobieta stając się matką często odsuwa od siebie mężczyznę i przestaje być żoną. Żyje wtedy tylko i wyłącznie dla dziecka, jest o nie tak zazdrosna, że nie dopuszcza do niego nawet ojca. A mężczyzna po kilku daremnych próbach włączenia się do opieki nad potomstwem zaczyna żyć obok.

Takich tematów do refleksji jest w tym filmie wiele. Na plus można jeszcze zaliczyć świetne zdjęcia drogi nocą. Na minus długość filmu, bo niektóre sceny były zbyt nużące, oraz muzykę nie dającą wytchnienia od dramatyzmu.

Nie polecam jako komedii, ale jako dramat z elementami humorystycznymi już tak.


Więcej...

wtorek, 18 października 2011

Scena

Kurtyna poszła w górę. Na środku pustej sceny stał mikrofon. Gdy zagrała muzyka, zza kulis wyszła dziewczynka w szarej sukience i fioletowych rajstopkach i zaczęła śpiewać. Po jej występie przyszła grupa tancerzy, potem był występ teatralny, a na koniec pszczółka Maja.

To wszystko wydało się takie dziwnie znajome i bliskie, chociaż to już nie ta scena, nie te dzieci, nie ci początkujący artyści. Tylko pszczółka Maja była właśnie ta, taka sama jak wtedy. I chociaż to nie to samo, to szarpnięta struna wspomnień wydała podobny dźwięk i obudziła śpiące marzenia. Siedząc na widowni, poczułam to podniecenie gdy szykujesz się do wyjścia na scenę i wszystko wydaje się możliwe.
Żeby coś się zdarzyło, żeby mogło się zdarzyć… trzeba marzyć!

Dziecięce marzenia o karierze artystycznej i sławie spełniły się tylko niewielu, ale czy to znaczy, że nie warto marzyć? Może dzisiaj takie zapomniane i zakurzone marzenia są dużo łatwiejsze do realizacji. Zawsze warto spróbować!
Maju cóż zobaczymy dziś…


Więcej...

niedziela, 16 października 2011

Golonka

Jeszcze tylko 3 maile, 2 telefony, 2 strony tekstu i… Jeszcze tylko tramwaj, zakupy, metro, autobus i… Kombinacja cyfr na domofonie, winda, drzwi i… Cześć! Jak się masz? Czego się napijesz? Siadaj i… francuski ser, stek wołowy, sushi, a może golonka? Golonka? Tak, golonka. Nigdy nie jadłam… To może spróbujmy? Ja też bym chciał i ja i ja… Śmiejemy się.

I tak to się zwykle zaczyna. Szukamy jak, za ile i gdzie można znaleźć dobrą golonkę. A potem wsiadamy w autobusy, samochody, tramwaje, pociągi, samoloty, na łodzie, rowery lub konie i jedziemy, lecimy, płyniemy.

Każdy powód jest dobry żeby jechać razem. Trzeba znaleźć tylko wspólny cel np. golonkę. To wystarczy, żeby chociaż na chwilę spleść nasze indywidualne historie w jedno i utworzyć wspólny warkocz energii. Cienkie kolorowe nici splatają się wtedy w silną i jaskrawą wiązkę pulsującą śmiechem. Ta  synergia sprawia, że przyspieszamy i z nadświetlną prędkością pokonujemy problemy i własne słabości. Ładujemy akumulatory do następnego spotkania i… kolejnej golonki.

Czas się nie liczy, boi się nas, więc ucieka jak tchórz. Dogania nas dopiero, gdy rozpleciemy gordyjski węzeł dusz i z szyderczym śmiechem zmusza nas do posłuszeństwa, ale tylko do kolejnej… golonki.


Więcej...

niedziela, 9 października 2011

Myśli z tobołka

Klara przez ostatnie miesiące prawie nie schodziła z wozu. Rzadko spędzała tydzień w jednym miejscu. Zwykle, gdy zbliżał się weekend, pakowała tobołek i ruszała dalej. Poznała wiele nowych miejsc, ale wcale nie czuła się w nich obco. Jadła pyszne kluski śląskie, piła płockie piwo, słuchała huku armaty w Nałęczowie, podziwiała metalowe ptaki nad Radomiem, moczyła nogi w  Bałtyku i wiele wiele innych…

Podczas letnich podróży zabrała wiele ciekawych historii i myśli do swojego podręcznego tobołka. Teraz, gdy przyszła jesień i na dworze jest coraz zimniej, przyszedł czas na kubek ciepłej herbaty z cytryną i przekładanie myśli z tobołka do internetowej składnicy.

Tak naprawdę wszystko zaczęło się w maju od wielkiej wyprawy na drugi koniec świata i choć było to zaledwie 5 miesięcy temu, to mam wrażenie, że minął już co najmniej rok. Od tamtej pory upłynęło już tyle kilometrów, spotkań, wydarzeń i wzruszeń. Klara niczym japońska turystka wygrzebuje stosy zdjęć i skojarzeń z wakacji by razem z Wami przeżyć to jeszcze raz, ale już nie tak samo.

Klara nie jest dziennikarką, a składnica portalem informacyjnym, ani szczegółowym dziennikiem. Tym niemniej, zapraszam doczytania!

USA-2011_05_03 11_01_23


Więcej...

sobota, 8 października 2011

Nie dam zamknąć Składnicy!

Tego to się Klara nie spodziewała... Owszem ostatnio nie poświęcała zbyt wiele czasu na pisanie bloga, ale żeby go tak od razu brutalnie blokować i unicestwiać!? i to bez żadnego uprzedzenia... Ale nie damy się tak łatwo!
Na szczęście dobre duchy zza wielkiej wody czuwają nad nami :)
Dziękujemy Wam za interwencję i w zamian za to obiecujemy częściej wkładać myśli do naszej internetowej Składnicy.


Więcej...

niedziela, 11 września 2011

Lepszy model

Znów się zepsułeś
I wiem co zrobię
Zamienię ciebie
Na lepszy model.

Ale jak to? Jak można traktować kogoś tak przedmiotowo? Można się pozbyć starego samochodu i wymienić go na nowoczesny, ale człowieka? Ludzie tak samo jak przedmioty pojawiają się i znikają z naszego życia. Zdarza nam się mieć znajomych z dzieciństwa, z którymi utrzymujemy kontakty przez całe życie, ale jest to zdecydowanie mały procent w porównaniu z liczbą ludzi, z krórmi się przyjaźniliśmy.

Nie mam do ciebie cierpliwości
To pewne, że już nie będę mieć
Minął termin twojej przydatności
Gwarancja nie obejmuje cię

Często znajomości kończą się naturalnie przy okazji zmiany szkoły, pracy lub miejsca zamieszkania - zmieniamy środowisko, a wraz z nim znajomych. Zdarza się jednak, że zmiana ma charakter wewnętrzny - zmieniamy się wewnętrznie pod wpływem doświadczeń. Taka jednostkowa zmiana, może powodować wyobcowanie i oderwanie od środowiska. Okazuje się, że nie mamy o czym pogadać, a żarty kolegów już nas nie śmieszą. Czy warto wtedy pomimo wszystko ciągnąć znajomość i liczyć na to, że inni też się zmienią? Prawdziwi przyjaciele, to tacy na dobre i złe, którzy nie znikną łatwo z naszego życia. Ale o prawdziwą przyjaźń trzeba dbać, a czasem nawet walczyć. Czy może lepiej poszukać zrozumienia gdzie indziej?

Nie wierzę w jedno, jedynie słuszne rowiązanie tego problemu. Klara podpowiadami tylko, że "Nie zawsze warto wyciągać miecz, gdy przeciwnik jest zbyt silny trzeba zarządzić  odwrót i spróbować innej drogi."



Więcej...

wtorek, 12 lipca 2011

Brzuch

Za mały, za duży,

Sterczący, obwisły,

Zbyt pełny lub pusty,

Raz jędrny raz tłusty,

Odkryty, zakryty,

Bolący, wydęty,

Raz brzydki raz piękny.

Brzuch…

To on rządzi naszym życiem. Jest centralnym punktem ludzkiej egzystencji. Zmusza do działania w celu zaspokojenia swoich potrzeb. Nieważne kim jesteś i w co wierzysz, ważne żebyś miał pełny brzuch – wypełniony jedzeniem lub ludzkim nasieniem. Zrobisz dla niego dosłownie wszystko – zniesiesz nawet ciężką prace, ból, upokorzenie... Byle tylko był pełny, żeby inni podziwiali, zazdrościli, gratulowali.

Brzuch…

Gładki lub z rozstępami,

Podniecający lub odrażający,

Zachwycający i jednocześnie przerażający.


Więcej...

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Game of Thrones



Take your sword and magic scrolls and come with me to the world of the Seven Kingdoms. Klara is inviting for an adventure. Together we can discover the secrets of A Song of Ice and Fire by George R. R. Martin.

P.S.
Feel the touch of paper and experience the story by your mind's eye before you watch it on TV.


Więcej...

niedziela, 19 czerwca 2011

Stara – nowa

Podeszła do lustra w łazience i wzięła z półki słoiczek kremu. Odkręciła pokrywkę, powąchała i zamoczyła palce w przyjemnie chłodnej białej mazi. Dwoma palcami zaczęła powoli nakładać krem na twarz – niby znajomą od tylu lat, ale jednak inną.

Poznawała te twarz od nowa. Dostrzegła cienie i pierwsze zmarszczki w okolicach oczu, przebarwienia na policzkach i nad wyraz widoczne piegi. Niezbyt zadowolona nowymi odkryciami, sięgnęła po tubkę z podkładem i próbowała zakryć wszelkie mankamenty. Przypomniała sobie wtedy jak często śmiała się z wytapetowanych lasek, a teraz co?... sama robi to samo.

Sięgnęła po puder, by ostatecznie rozprawić się z piegami na nosie, a potem spojrzała sobie w oczy. Dziwne, szare, obce oczy, pełne popękanych naczynek. Wzięła do ręki tusz do rzęs. Z zadowoleniem zauważyła, że ma wyjątkowo długie rzęsy. Dokończyła makijaż oczu i zostały już tylko usta…

Na nich nie było widać znaków czasu, były tak samo wąskie i delikatnie różowe jak zwykle i tak samo jak zwykle nie mogła dobrać do nich szminki. W końcu sięgnęła po tę brzoskwiniową. Spojrzała jeszcze raz w lustro, przeczesała włosy, a potem wyszła by zdobywać kolejne szczyty własnych możliwości i zmarszczki.


Więcej...

wtorek, 10 maja 2011

Uciekłam

Uciekłam... od codzienności i rutyny, od pracy, komunikacji miejskiej, formy i konwenansów.

Uciekłam ze swojego miasta, kraju i kontynentu. Zmieniłam otoczenie, strefę czasową i klimat, po to, żeby zmienić trochę i siebie.

Teraz biegam pogórach bez makijażu, pędzę autostradą ot tak - gdzie oczy poniosą, zatrzymuję się tam gdzie chcę, a nie gdzie muszę, jem w przydrożnych barach i poznaję ciekawych ludzi. Jak narazie ciekawość zwycięża i popycha mnie coraz dalej, ale pewnie w końcu zatesknię i wrócę, ale już nie ta sama, bo bogatsza o nowe doświadczenia.


Chętnych do wspólnej podróży zapraszam na blog podróżny.


Więcej...

niedziela, 24 kwietnia 2011

Relatywizm

Jako dziecko uczymy się, że świat jest czarno-biały: to jest dobre a to złe, rób tak to będzie dobrze, a tego robić nie możesz. Wszystko jest proste i uzasadnione, albo czarne albo białe. Potem przebywamy w grupach rówieśników na tym samym etapie rozwoju, którzy myślą podobnie. Jednak klarowny podział na dobre i złe charaktery możliwy jest tylko w książkach i filmach. W rzeczywistości, gdy przejmujemy w swoje ręce pełną odpowiedzialność za swoje życie i czyny, nagle okazuje się, że świat ma dużo więcej barw.

Jak sobie wtedy radzimy? Najpierw sięgamy po wiedzę nabytą od rodziców i nauczycieli, ale często bywa ona niewystarczająca. Próbujemy więc poradzić sobie z nową sytuacją na podstawie dotychczasowych doświadczeń oraz poznanych wyróżników dobra i zła (tzw. relatywizm poznawczy), nie zawsze jest to jednak możliwe. Pewne sytuacje mają wiele różnych rozwiązań i bardzo trudno jest wybrać tę jedynie słuszną drogę akceptowaną przez nas samych jak i nasze otoczenie. Często wybory zgodne z naszym sumieniem nie idą w parze z poglądami rodziny i znajomych. Ocena sytuacji z perspektywy przekonań jednostki doprowadza nas do tzw. relatywizmu moralnego. Z drugiej zaśstrony, postępując zgodnie z dogmatami i konwenansami, również nie będziemy w stanie zawsze zadowolić wszystkich wokół i żyć w zgodzie ze sobą. 

W ludzkie życie wpisany jest relatywizm. Różnorodność poglądów i przekonań czyni nasz świat niezwykle kolorowym. Na co dzień mamy do czynienia czerwonymi i zielonymi partiami politycznymi, złotoustymi dziennikarzami, z ludźmi myślącymi o niebieskich migdałach lub niosącymi tęczowe sztandary. Trudno powiedzieć kto z nich ma rację, kto jest dobry, a kto zły. Chociaż tak bardzo czasem jesteśmy przekonani o  słuszności swoich poglądów, to chyba jednak nie warto rozpalać pomarańczowego ognia potępienia i sięgać po czarną lub białą broń, gdy ktoś ma inne poglądy.


Więcej...

niedziela, 10 kwietnia 2011

Epitafium dla Jacka K.

Kolejny rok z rzędu w kwietniu mam ochotę słuchać i śpiewać piosenki Jacka Kaczmarskiego. Dziwny zbieg okoliczności… a może wcale nie? Znajomy z Facebooka właśnie uświadomił mi, że 10 kwietnia jest rocznicą śmierci tego wspaniałego artysty.

I wszystko nabrało sensu. Pamiętam ten dzień w 2004 roku i chociaż zapomniałam dokładną datę, to nie zapomniałam o Jacku i emocjach jakie przekazywał w swoich piosenkach. Powspominajmy razem.






Więcej...

czwartek, 31 marca 2011

Klara i alchemia

Blada twarz, podkrążone oczy, spocone plecy i rozgrzane czoło – jak nic działa tu jakaś siła nieczysta. Cóż tu zrobić? Przydałby się medyk, albo kapłan, ale szpital i świątynia Sigmara są zbyt daleko. Chory nie wytrzyma podróży, bo ledwo widzi na oczy i ma problemy z równowagą. W ostateczności mógłby pomóc czarodziej albo druid, ale szukanie ich zajęło by zbyt długo. Zostawić go samego i wezwać pomoc? To byłoby zbyt ryzykowne.

Klara postanowiła najpierw szybko powstrzymać rozwój choroby, a potem poszukać, kogoś kto wyleczy przystojnego królewicza. Zakasała rękawy, podsyciła ogień i postawiła na kuchni garniec z wodą. Żyjąc w lesie z dala od cywilizacji, jej rodzina nieraz musiała sobie radzić sama z różnymi urokami i przypadłościami. Pomagały im w tym dobre rady wuja alchemika i babki, która podobno była czarownicą. Klara postanowiła uwarzyć magiczny eliksir.

Z glinianych garnuszków zaczęła wyciągać aromatyczne liście i nasiona, rozcierać je w dłoniach i wrzucać do garnka. Potem obrała i posiekała swoim myśliwskim nożem 3 cebule i czosnek, ponieważ demony są na te warzywa szczególnie wrażliwe. Żeby jednak cebula nabrała magicznej mocy trzeba było ją najpierw spiec na ogniu, zanim trafiła do wywaru. Kolejnym ważnym składnikiem była pikantna papryka, która odpędza uroki. Potem dorzuciła jeszcze garść cynamonu i soli. Na koniec spluła przez lewe ramię (oczywiście w kierunku przeciwnym niż garnek z wywarem) i wykrzyknęła magiczne zaklęcie „Na pohybel grypie!”.

Po chwili dodała jeszcze „Będziesz mnie kochał bezgranicznie i na zawsze!”, bo przecież szkoda, żeby jej poświęcenie poszło na marne ;) A potem nalała gorącego wywaru do miski i zaniosła osłabionemu królewiczowi.


Więcej...

poniedziałek, 28 marca 2011

Życie na walizkach

Stwierdzenie „życie na walizkach” niesie ze sobą negatywne skojarzenia z życiem w biegu, zmęczeniem ciągłymi zmianami miejsca zamieszkania, frustracją. Tymczasem dla nas ma ono zupełnie inne znaczenie.

Uwielbiamy ten stan kiedy walizki wyjeżdżają z szafy. Stojąc w przedpokoju przypominają nam, że już niedługo zostawimy nasze mieszkanko i zamienimy je na hotele, motele i namioty. Do wyjazdu zostało jeszcze kilka tygodni, ale już zniecierpliwieni odliczamy dni i zerkamy na walizki.

Oczywiście nic dziwnego w tym, że cieszymy się na upragnione wakacje, ale co to ma wspólnego z życiem na walizkach? Chodzi o to, że to jest jak nałóg – czujemy się źle gdy nie mamy w planach kolejnego wyjazdu, a jedna podróż w roku to już stanowczo za mało. Tęsknimy za walizkami i najchętniej w ogóle nie chowalibyśmy ich do szafy.

Nie wszyscy są zadowoleni, gdy potykają się o nasze bagaże, ale wtedy proponujemy im się przyłączyć zamiast narzekać.


Więcej...

czwartek, 17 marca 2011

środa, 16 marca 2011

Z jak Zajęta, Zabiegana, Zamyślona

Klara była ostatnio 3 raZy Z, cZyli Zajęta, Zabiegana, Zamyślona. Nie miała jak chwycić Za pióro, gdyż ręce miała Zajęte prZeZ miotłę, nóż, kielich lub książki. A gdy wresZcie Znajdowała wolną chwilę, nie potrafiła się Zdecydować o cZym pisać. Wokół dZiało się wiele, ale cZy było to na tyle interesujące, żeby o tym pisać? A jeśli nawet, to jak tu oddać słowami smak pysZnego grillowanego łososia, lodów waniliowych albo uśmiechu ukochanej osoby?

Nie chcąc ZanudZać opowieściami o codZiennych wydarZeniach, Klara postanowiła posZukać inspiracji w literaturZe i ZbiorZe swoich starych tekstów, co po raZ kolejny ją powstrZymało prZed pisaniem. Zamyśliła się i… Zmartwiła, ponieważ dosZła do wniosku, że jest Zbyt prosta – brakuje jej płynnego i kwiecistego stylu. To dlatego inne blogerki pisZą 3 raZy dłużsZe recenZje tych samych filmów. Klara stwierdZiła, że jest Zbyt konkretna i dosłowna – nicZym inżynier, którym nigdy nie będZie.

Ale jak prZystało na dZielną wojownicZkę nie poddała się. Postanowiła nad sobą popracować, żeby roZwinąć umiejętności. Ma już na oku kilku potencjalnych naucZycieli, którym Zaoferuje w Zamian lekcje optymiZmu, współpracy, wędkarstwa słodkowodnego lub gry w siatkówkę. Zatem do nauki!


Więcej...

niedziela, 27 lutego 2011

Adele

Klara poznała księżniczkę Adelę, w czasach kiedy często chwytała za miecz lub łuk, by wałczyć z bestiami chaosu. Adela lubiła kryć twarz pod kapturem i wydawała się być nieśmiałą i delikatną niewiastą, ale w rzeczywistości była bardzo charyzmatyczną przywódczynią. Potrafiła sprawnie dowodzić wielką armią, a dzięki rozwiniętym zdolnościom dyplomacji, zdołała przeciągnąć na swoją stronę najbardziej oporne oddziały.

Jakiś czas temu Klara znowu usłyszała o Adeli. Tym razem w postaci charyzmatycznej, młodej brytyjskiej piosenkarki o niesamowitym głosie. Adele jest urzekająco (hmmm… jakby to powiedzieć…) normalna? Prostolinijna? Ciepła? A jednocześnie czaruje głosem. Potrafi nim ukołysać, a zaraz potem wychłostać.

Uwagę Klary przykuł teledysk do piosenki „Rolling In The Deep”, który przypomina zwiedzanie muzeum sztuki współczesnej. Adele przez całą piosenkę siedzi na krześle, ale teledysk jest niesamowicie interesujący, a piosenka niesie ze sobą niesamowitą energię. Aż chce się znowu chwycić za rękojeść miecza i wyruszyć na podbój świata.

Tymczasem Adele podbija serca fanów na całym świecie. Klara natomiast zamierza przysłuchiwać się jej częściej i trzymać kciuki za rozwój kariery.







Więcej...

poniedziałek, 14 lutego 2011

Czarny łabędź

„Naprawdę chcecie na to iść? To taki dołujący film…” – te słowa usłyszeliśmy od znajomego, gdy powiedzieliśmy, że wybieramy do kina na „Czarnego łabędzia”. Chwilę potem zapanowała konsternacja, a powietrze zrobiło się ciężkie od iskier przeskakujących po neuronach. Jednak, pozytywne opinie krytyków przeważyły szalę i postanowiliśmy zaryzykować.

No i? Żadne z nas nie wyszło z kina zdołowane. Ten film mogę zdecydowanie określić jako interesujący, trzymający w napięciu, przejmujący, a nawet przerażający, ale nie dołujący. Reżyser w bardzo ciekawy sposób ukazał kulisy pracy profesjonalnych tancerzy baletowych. Historia, owszem nie kończy się klasycznym happy endem, jednakże zakończenie jest dramatyczne, ale nie smutne. W gruncie rzeczy bohaterka odnosi zwycięstwo nad... samą sobą.

Jeśli już miałabym się do czegoś doczepić to do ilości efektów specjalnych, których na mój gust było ciut za dużo. Wolałabym momentami niedopowiedzenia potęgujące napięcie, niż dosłowne obrazy postępującej mutacji. Ale to moje subiektywne odczucie, którego nie podzielali moi współtowarzysze.

Mam nadzieję, że nie zdradziłam zbyt wielu szczegółów, tym którzy jeszcze nie widzieli „Czarnego łabędzia”. To naprawdę dobry film, interesujący zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn. Wszystkim gorąco polecam!




Więcej...

niedziela, 30 stycznia 2011

DAGADANA – Tango

Szukając na YouTubie piosenek o tańcu, natknęłam się na to zakręcone tango.

A teraz kiedy śpisz idę w tan…

Piosenka w pierwszej chwili, nie zachwyciła, bo przyćmił ją teledysk. Niby nic - seria animowanych obrazków, ale z uwagą śledziłam rozwój historii. Spodobało mi się to, że autor uczynił atrybutami kobiety książkę, smoka i żółte tulipany. A mężczyzna nie był tylko odważnym rycerzem w lśniącej zbroi.



DAGADANA – „Tango” utwór z płyty „Maleńka”, (Offside Records 2010)
Reżyserem teledysku jest Anatoliy Lavrenishin z Kijowa.
autor tekstu: GREGOROWICZ DAGMARA
kompozytor: GREGOROWICZ DAGMARA, VYNNYTSKA DANA, POSPIESZALSKI MIKOŁAJ

A teraz kiedy śpisz idę w tango…

A teraz ta piosenka mnie prześladuje, szczególnie kiedy nadchodzi wieczór.
Lubię tańczyć tango, szkoda tylko, że robię to coraz rzadziej…

A teraz kiedy śpisz idę w tango…
A teraz to tango DAGADANY dedykuję pewnemu śpiochowi.


Więcej...

niedziela, 23 stycznia 2011

Młyńskie koło

Odkąd zdecydowali się być razem, są przypięci na dwóch przeciwległych brzegach młyńskiego koła. Rytm ich wzlotów i upadków wyznacza woda obracająca koło oraz synchronizacja ich ruchów. Gdy jedno jest na górze, drugie pochłaniają odmęty.

Ten kto akurat uniósł się na wierzchołek może przyspieszyć obrót koła, wyciągając partnera z wody. Wtedy oboje są szczęśliwi. Synchronizacja ruchów, wzajemna troska i poczucie odpowiedzialności za drugą osobę powoduje, że powstaje sprawnie działający układ. Synergia elementów wzmacnia jego wydajność i trwałość.

Ale czasem ktoś, zbyt zaaferowany swoim szczęściem i oślepiony promieniami słońca, robi wszystko żeby utrzymać się na górze i zapomina o tym, który właśnie się topi. Jednak koło kręci się dalej, a jego upadek jest potem dotkliwszy i bardziej bolesny.

Brak komunikacji i synchronizacji utrudnia wspólne życie. Młyńskie koło cały czas się kręci i nie damy rady go zatrzymać. Warto więc mieć przy sobie kogoś, z kim łatwiej będzie nam znosić wzloty i upadki. Sama obecność drugiej osoby nie wystarczy.


Więcej...

wtorek, 11 stycznia 2011

Klara czyta Klarę

Dziwnym zbiegiem okoliczności Gwiazdka podarowała Klarze w ostatnie święta debiut literacki aktorki Izy Kuny zatytułowany „Klara”.

Przyznam, że podchodziłam do tej książki dość sceptycznie – szczególnie po przeczytaniu kilku niepochlebnych recenzji, ale ciekawość zwyciężyła i... okazało się, że wcale nie było tak źle jak piszą.

Początkowo sądziłam, że będzie to po prostu babskie czytadło, bez zabiegów stylistycznych i głębszego sensu. Jakież było moje zaskoczenie gdy znalazłam tam eksperymenty z formą oraz nawiązania literackie np. do Bułhakowa, Wyspiańskiego i Rowling.

Czyta się to dobrze i szybko, ale Klara jest utworem, z którym trzeba współpracować. Autorka zdaje się jak ognia unikać opisów (pewnie to pozostałość po zmuszaniu w młodości do czytania „Nad Niemnem”), więc świat, opisy sytuacji i emocji bohaterów musimy stworzyć za pomocą własnej wyobraźni. Dopiero wtedy tekst nabiera sensu, w przeciwnym razie dostaniemy tylko garść szalonych dialogów, bogato ozdobionych przekleństwami.

Czy coś łączy blogową Klarę z Klarą Izy Kuny? Na pierwszy rzut oka są to skrajnie różne postacie, bo przecież mojej Klarze staropanieństwo już nie grozi i nie przyjaźni się z żadnym gejem (przynajmniej nic o tym nie wie). Udało mi się jednak dostrzec pewne wątki łączące obie postacie, a mianowicie rycerskość, którą onieśmiela mężczyznę, zamiłowanie do Bułhakowa, podróż do Berlina i człowiek o imieniu Malte.

Polecam czy odradzam? Nie potrafię wybrać żadnej ze skrajności. Książka nie zachwyciła mnie aż tak, żeby wciągać ją na listę ulubionych, ale na pewno nie żałuję poświęconego na nią czasu.


Natomiast zdecydowanie polecam dyskusję na temat książki w wykonaniu Marii Czubaszek i Artura Andrusa.





Więcej...

wtorek, 4 stycznia 2011

Randka 2

Czy druga randka może być lepsza od pierwszej? Może…

Było wszystko co trzeba - ciekawa dyskusja, dużo śmiechu, słodycze, nastrojowa muzyka i taniec. Był nawet dotyk i pocałunek…

W ten sposób Klarę uwiódł Teatr.

Ledwie wróciła, a już ma ochotę na więcej…

Czy będzie to stały związek czy tylko przelotny romans? Jeszcze nie wiem. Pożyjemy, zobaczymy.


Więcej...